News

NAJNOWSZE WPISY
20
Styczeń 2019

CZYJE TO WESELE?

Liturgię Słowa II niedzieli zwykłej,

rozważa o. Anicet Gruszczyński OFM

1 czytanie: Iz 62, 1-5
Psalm 96
2 czytanie: 1 Kor 12, 4-11
Ewangelia: J 2, 1-11

 

Scena z Kany Galilejskiej, którą opowiada dzisiejsza ewangeliczna perykopa, jest doskonale znana. Mimo, że wielokrotnie omawiana, nie przestaje być jednak tajemnicza. Niniejszy tekst nie rości sobie, oczywiście, pretensji to bycia jedyną słuszną interpretacją, chce jednakże zwrócić uwagę na pewien rzadziej wspominany fakt, mianowicie odpowiedzieć na pytanie: a czyje to w ogóle wesele?

Państwo młodzi nie są wspomniani. Bohaterowie tej sceny to zaproszeni goście: Jezus, Maryja, uczniowie, starosta – odpowiednik naszego drużby, i w końcu kelnerzy. Podejrzewamy, iż Jezus wraz z pierwszymi uczniami „nawinął się” dosyć przypadkiem na zaślubiny, które dokonały między – może? – w jakieś dalszej rodzinie, albo – może? – to znajomi Maryi czy klienci warsztatu znanego cieśli, śp. Józefa z Nazaretu. A przecież mamy podpowiedź w I czytaniu. Tutaj Słowo Boże mówi też o zaślubinach, ale między Bogiem a Jego Ludem, Izraelem.

Dziwny to ślub. Kiedy jednak przeczytamy Pismo św. jako całość, dostrzeżemy, jak bardzo terminologia relacji między kobietą a mężczyzną jest używana, by wyrazić relację między Bogiem a ludźmi. Pan Zastępów to zakochany pasterz z Pieśni nad Pieśniami, zraniony zdradą mąż z Księgi Ozeasza. Izrael jest Jego Oblubienicą. Choćby czynił najgorsze rzeczy, Bóg pozostaje wierny swojej przysiędze małżeńskiej. Św. Paweł, kiedy przychodzi mu omówić zachowanie rodziny chrześcijańskiej, napomina: Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić (Ef 5, 25-26). To jest to nowe małżeństwo, które zapowiada Izajasz. Bóg przyszedł, by zamieszkać ze swoją Oblubienicą. Dziś powiedzielibyśmy: „żoną”, ale wyrazy „oblubieniec”, „oblubienica” są bardziej stosowne, odświętne. Pochodzą od staropolskiego rdzenia lubieć – kochać (dziś ma trochę inne znaczenie) i brzmi jeszcze w takich słowach, jak „luba” czy „ulubiony”. Podkreśla żar serca i duchowy charakter relacji, a nie wejście w funkcje społeczne, które przychodzą nam na myśl, kiedy słyszymy słowo „żona”. Przy „oblubieńcu” i „oblubienicy” nie myślimy o czynnościach, jakie ci ludzie wykonują, ale o ich wzajemnej miłości. Warto wskrzesić te słowa.

Dlatego właśnie Janowy opis znaków i cudów zaczyna się od kontekstu weselnego. To początek przebywania Jezusa wśród ludu. Także inni Ewangeliści notują dziwne słowa Pana, kiedy zabrania uczniom umartwiać się: Czy mogą goście weselni pościć, kiedy Pan Młody jest z nimi? Zaślubiny te dopełnią się w chwili Krzyża. Nie ma takiego grzechu, który by spowodował, że Pan Młody powie sobie: mam dość tej kobiety. Jego miłość jest wierna.

To jest właśnie główny powód, dla którego Kościół broni wyłączności, nierozerwalności i świętości małżeństwa. Nie z powodów dyscyplinarnych, społecznych czy dydaktycznych, lecz dlatego, że gdyby zgodził się na rozwody i ponowne związki, to oznaczałoby to, że równie dobrze Bóg mógłby opuścić swoją Oblubienicę. A przecież góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość Moja nigdy nie odstąpi od Ciebie – mówi Pan (Iz 54, 10). W gruncie rzeczy każde małżeństwo, które jest na świecie, ma pewne zadanie do spełnienia – pokazać światu odblask Bożej miłości ku nam, miłości, która wszystko przetrzyma.

Mężowie i żony, oblubienice i ich oblubieńcy, narzeczeni i narzeczone, wszyscy, którzy o małżeństwie myślicie i wszyscy, którzy trwacie w dziewictwie dla Pana – nie ma innego źródła miłości. To nie związki chemiczne czy hormony, to nie społeczne konwenanse i umowy prawne, tylko Chrystus, który chce kochać przez was. Walczcie o to, by wasza miłość była z Boga.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *