News

NAJNOWSZE WPISY
09
Wrzesień 2017

Nie jest łatwo dobrze upomnieć

Liturgię Słowa XXIII Niedzieli Zwykłej (rok A)
rozważa o. Augustyn Bielak OFM

1 czytanie: Ez 33, 7-9

Psalm 95

2 czytanie: Rz 13, 8-10

Ewangelia: Mt 18, 15-20

 

Niektórym ludziom przychodzi łatwo zwrócić komuś uwagę. Może nawet czasami ktoś czyni to z przyjemnością albo złośliwością. Innym znów jest bardzo trudno komuś pokazać jego złe zachowanie, a może nawet wydawać się to murem nie do przeskoczenia. Biorąc pod uwagę uwarunkowania naszego charakteru ale też panującego w świecie indywidualizmu (bo przecież dziś każdy sam jest odpowiedzialny za swoje zachowanie i co nas to obchodzi), jako chrześcijanie jesteśmy zobowiązani do braterskiego napomnienia, bo jeśli tego nie czynimy popełniamy tzw. grzech cudzy, o czym wielu chrześcijan dziś zapomniało. O tym przypomina wyraźnie prorok Ezechiel. Tylko jak to ma wyglądać? Czy to jest łatwe?

Jezus daje nam konkretne wskazania w dzisiejszej Ewangelii. Jednak, żeby dobrze zrozumieć po co upominać, warto zobaczyć w jakim kontekście Jezus te słowa o napomnieniu umieszcza, jak je uzasadnia. W dzisiejszym słowie mówi: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich (Mt 18, 19-20).

Za wszystkich umarł Chrystus, abyśmy wszyscy mogli stać się na nowo dziećmi Bożymi, abyśmy naprawiali mocą Jego krwi przelanej za nas, relacje pomiędzy nami, które niszczy grzech. Jesteśmy wspólnotą, co więcej rodziną dzieci Bożych. Dlatego jesteśmy tak jak w rodzinie za siebie odpowiedzialni, oczywiście do pewnego stopnia.

Zawsze wspólnota jest mocniejsza niż pojedyncza jednostka, a Jezus gwarantuje nam, że jest obecny we wspólnocie, ale w Jego imię zebranej i zgodnej! To właśnie troska o wspólnotę, a w tej wspólnocie troska o każdego człowieka z osobna ma nas skłaniać do poprawy i napomnienia braterskiego, kogoś kto błądzi niszcząc siebie i wspólnotę.

Jak to czynić? Jezus mówi bardzo dokładnie: …idź i upomnij go w cztery oczy... Przemilczanie, czy tym bardziej tylko mówienie do innych o złym postępowaniu brata, niczego nie naprawia, a jeszcze bardziej pomnaża zło. Podobnie wytykanie z pogardą czy publicznie czyjegoś błędu, powoduje głębokie rany w relacjach i sercach.

Napomnienie jeśli jest potrzebne powinno być z miłością i braterską troską, sam na sam. Musimy się niejako pochylić nad tym człowiekiem, zniżyć do niego, tak jak Jezus zniżył się do nas. Pięknie obrazuje to św. Brat Albert:
Żeby podeprzeć kulawy stół, to nie wystarczy go z góry nacisnąć, ale trzeba uklęknąć, pochylić się i z dołu go podeprzeć, podłożyć coś pod krótszą nogę. Wtedy będzie stał równo.

Może też zainspiruje nas do dobrego napomnienia pewna pani, która szła ulicą, a przed nią szli chłopcy i co chwilę leciało słowo na „k”. Pani ta zbliżyła się do nich i życzliwym tonem powiedziała: Słuchajcie, chłopcy! Tacy jesteście przystojni, tak ładnie ubrani, a tak nieładnie mówicie. I pomogło. Chłopcy zaraz ją przeprosili.

Sytuacja komplikuje się kiedy ktoś lekceważy nasze upomnienie albo wprost nas wyśmiewa, wytykając nam nasze słabości. Jezus zachęca, aby pójść w dwie lub trzy osoby, a jeśli wtedy i całej wspólnoty Kościoła nie posłucha, to …niech Ci będzie jak poganin.

Ale czy wtedy mogę powiedzieć sobie: wykonałem swoje zadanie, mam czyste sumienie, mogę żyć spokojnie? Nie możemy tak myśleć. Miłość skłania nas do tego abyśmy w modlitwie walczyli o tego człowieka, bo póki żyje jest zawsze czas na nawrócenie. A więc nasze zadanie się nie kończy, ale powinno trwać nadal. Wyrazem troski o wspólnotę, o człowieka powinna być nasza modlitwa, bo Pan może wszystko, również kruszyć twarde ludzkie serca… nie zbadane są Jego wyroki.

Z pewnością kto raz spróbował z miłością napomnieć w cztery oczy drugiego człowieka, zwrócić na coś uwagę, ten wie, że to nie jest łatwe. Jednak powinniśmy pokonywać w sobie lęk. Sługa Boży ks. Prymas Wyszyński był odważnym człowiekiem, a przy tym pełnym miłości. Powiedział kiedyś: Najgorszym wrogiem apostoła jest lęk. Lęk przed tym co sobie ktoś pomyśli, jak zareaguje, czasami zamyka usta. Jednak najlepszym na to lekarstwem jest miłość do Boga i do człowieka. Niech kieruje każdy naszym działaniem miłość miłosierna, bo błogosławieni miłosierni.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *